Tu Inwentarz spotkał swój koniec, a TAM odrodził się w przeznaczonej dla siebie postaci.

    End of story

    31 komentarzy

    Szanowni Czytelnicy!

    To jest mój ostatni wpis. Postanowiłem zakończyć blog. Nie ze strachu o siebie, gdyż przyzwyczajony jestem do życia i pracy w sytuacji zagrożenia. Nie mogę jednak pozwolić, by za moje teksty szykanowano moich znajomych, którzy pracują jeszcze lub przeszli już w stan spoczynku. Tych pierwszych można wyrzucić. Pretekst zawsze się znajdzie, bo każdą interpretację można dopasować na niekorzyść człowieka, który nawet nie będzie mógł się bronić. Tak zbudowane są przepisy wewnętrzne. To wyjątkowo potężna broń. Tych drugich można wciągnąć na „czarną listę”. Postraszyć IPN, bo taki jest los Złych Peselantów. Zagrożenie dotyczy również mojej rodziny.

    Nie mogę pozwolić, by krzywdzono osoby postronne i to tylko za to, że mnie znają. Nie mogę również dopuścić, by stawiano ich przed wyborem pomiędzy własną uczciwością, a zdradą kolegi. Przymus hipoteczny to kolejna straszna broń. Dlatego też ostrzegam wszystkich przed kontaktami ze mną. Tego Wam „wyższe piętra” nie darują. Pamiętajcie, dla nich, po trzydziestu latach pracy dla kraju, stałem się wrogiem. Gorszym, niż wrogowie prawdziwi. Ja ośmieliłem się krytykować. Tego fikcyjni władcy mojego fikcyjnego kraju nigdy mi nie wybaczą. Uważajcie na nich . Im chodzi wyłącznie o siebie.To oni definiują kto jest patriotą, a kto zaprzańcem, a rację wymuszają siłą.

    Wierny przysięgom, które dla mnie zawsze znaczyły wiele, a nie tylko kolejny stołek w karierze, nigdy nie ujawniłem żadnej informacji identyfikującej cokolwiek i kogokolwiek. Hermetycznie zamknąłem treści, tak, by nikt nie mógł ich wykorzystać we wrogich celach. Interes ogólny wziął górę nad interesem jednostki.. Przyjąłem konwencję fikcji i konsekwentnie w tej fikcji się poruszałem. Zapomniałem tylko, że jeśli patrzysz w fikcję, ona patrzy na ciebie (znowu jakaś parafraza). Nie wziąłem też pod uwagę, że ambicja, miłość własna, to potwory gorsze od najstraszniejszych koszmarów. Są powszechne i żywią się krajami, społeczeństwami, ideami. Taki chodzący anachronizm, jak ja, winien zostać za tą nieuwagę ukarany. Tak też się stało. A tak dla porządku: prokuratura w normalnym i demokratycznym kraju wymaga udowodnienia, że jakaś informacją jest prawdziwa i rzeczywista, podobnie jak nazwy osób, miejsc, instytucji i rzeczy. Nie znam też żadnych dziennikarzy i nie kooperuję z nimi. Przepraszam, jest jeden. Niezbyt znany, a nasze bardzo rzadkie kontakty nie dotyczyły w ogóle spraw związanych z paroma stołecznymi budynkami. Czasem tylko „udzielam” się na różnych forach, komentując artykuły. Na ogół dotyczą one polityki. Nie ukrywam się, jak państwo widzicie. Wszystko podpisuję własnym nazwiskiem. Łatwo mnie ustalić i znaleźć. Nie jest też tajemnicą, gdzie pracowałem, bo mam całkowicie jawne decyzje emerytalne oraz świadectwo pracy.  To ci dopiero wróg i szpieg przebrzydły! Nie mam też kontaktów z opozycją jawną i ukrytą, szczególnie wśród „byłych”.

    Wiem, że Pan Skonfundowany znowu obrzuci mnie błotem, a nawet nazwie paranoikiem, lecz trudno. To właśnie poczucie obowiązku wobec tych, którzy kiedyś mi uwierzyli i zaufali, a którzy ciężko pracują, nie oglądając się na Zydlowców, zmusza mnie do zakończenia tej farsy. Farsą przecież jest doszukiwanie się we wszystkim przejawów wrogości i dywersji. Przypomina to dawne lata, kiedy karano ludzi, tylko dlatego, że „uśmiechali się ironicznie” na widok portretu pewnego przywódcy. Wówczas decydowano odgórnie czym jest ów „ironiczny uśmiech”. Teraz też trzeba uważać, jakie kawały się opowiada. I komu.

    I jeszcze jedno: zacząłem ten blog nie dlatego, że „ktoś z wewnątrz” przekazał mi jakieś informacje, ale na skutek zdarzeń, w których uczestniczyłem sam. Chciałem zadziałać profesjonalnie, lecz zostałem za tą chęć zneutralizowany i upokorzony. Nie chodziło przy tym o moje własne „ja”, ponieważ sprawa dotyczyła czegoś większego. Reakcja  - nie oczekiwałem przyznania mi racji, lecz merytorycznej dyskusji i przynajmniej wysłuchania propozycji rozwiązań – zmusiła mnie do całkowitego przewartościowania ocen. To kolejna enigma i niech taką pozostanie.

    Blog kończę. Nie oznacza to jednak, że zaprzestanę działalności literackiej. Przyjemności pisania, nawet „do szuflady”, nie zabierze mi nikt. Chyba, że będzie to „seryjny samobójca”.

    Żegnajcie. Raz jeszcze dziękuję wszystkim Czytelnikom. Tym chętnym mi, tym niechętnym i tym z obowiązku. Trzymajcie się i przetrwajcie. Istnieje coś większego od Przędziorków, Żuków Z Kulką Czy Bez, Drugich Prawie Pierwszych i całej reszty gotowych na wszystko przytylników.

     

    Zgodnie z przewidywaniami cyrk trwa nadal. Dziobanie idzie na całego. „Fachowców” multum. Ich „profesjonalizm” poraża słuchających. Podobnie jak ubiór i fryzury niektórych.  Trelewizjoniści szaleją. panie znają się na wszystkim. panowie też. Każdy zastrzega się, że nic nie wie, po czym wydaje z przekonaniem wyrok, by na końcu stwierdzić, iż należy z ferowaniem wyroków poczekać na oficjalny komunikat. Wyjątkowo ciekawa konstrukcja logiczna! Wywody też: po polsku – od ściany do ściany. Od szpiegomanii do „propagandy sukcesu”. Pytania coraz głupsze. Jeden „znawca” stwierdził nawet, iż dzisiaj „służby są niepotrzebne” i „nie warto wydawać na nie pieniędzy”. Rzeczywiście „znawca”. Tylko czyich służb?

    Nie będę „punktował” tym razem, lecz zabawię się w scenarzystę. Wyobraźcie sobie, iż jesteście oficerem wywiadu kraju A. To dobra, duża i aktywna służba. Dowiadujecie się, że kontrwywiad kraju „B” ujawnił i aresztował waszego człowieka. Musicie więc, natychmiast neutralizować zagrożenie, zabezpieczyć waszych oficerów, obsługujących go oraz zminimalizować skutki wpadki. Jak to zrobić? Odbić? To nie film. Wycofać oficerów? To jednoznaczne wskazanie na osoby zaangażowane w sprawę. Poza tym nie wiemy co wie i kogo jeszcze wykrył „beowski” kontrwywiad. Pozostaje próba skompromitowania sprawy. Najlepiej rękami samych „Beowców”. Co dalej? Domyślcie się sami, a jeśli chcecie następnego odcinka, dajcie sygnał.

    Na koniec uwaga do pewnego Pana Generała: Panie Generale, to, że oficer jest umiejscowiony wysoko i ma wysoki stopień, nie oznacza automatycznie, iż będzie „łakomym kąskiem” dla obcego wywiadu. Każdy, kto kiedykolwiek rzeczywiście pracował operacyjnie i stykał się z „przeciwnikiem” wie, że są ludzie i stanowiska, do których nie opłaca się „podchodzić”, bo jest to zbyt niebezpieczne, gdyż takie osoby objęte są specjalną ochroną kontrwywiadowczą. Wielokrotnie, o wiele bardziej wartościowymi źródłami są osoby ze szczebli niższych, na przykład szyfranci lub kierowcy. Przestrzegałbym też przed budowaniem wizji super służby GRU, takiej, jaką budował Suworow i Gordijewski, w przypadku KGB. To tylko służy im, gdyż tworzy wrażenie, iż są nie do pokonania. A to przecież bzdura kompletna, o czym świadczy aktualna historia.

    Wszyscy uważają, iż kpię sobie z pewnych instytucji, chociaż są to fikcyjne instytucje specyficzne fikcyjnego kraju. Tym razem z kraju fikcyjnego wyjadę na chwilkę i poważnie, bez żadnej kpiny, skomentuje informacje dotycząca realnej służby.

    Kolorowy pasek zawiadomił mnie, iż „zatrzymano oficera MON za szpiegostwo na rzecz Rosji”. W artykule pada stwierdzenie, iż „sprawę prowadzi ABW”. Ci, którzy mnie znają domyślili się na pewno, iz od razu zacząłem szukać bliższych informacji. Trelewizje mainstreamowe ograniczyły się do „pasków”, ale żurnaliści i „fachowcy teoretycy” natychmiast rozpoczęli „pracę” w Internecie. Nie będę przytaczał tych wszystkich bzdur, do których dotarłem, ani teorii spiskowo -antkowych,  Ograniczę się jedynie do kilku punktów. Proszę o potraktowanie ich jako głosu protestu przeciwko „celebrytyżmie” medialnym:

    1. Nie należy spekulować, jeśli się zna suchy komunikat o wyjątkowo ogólnym i enigmatycznym charakterze. Odnoszenie się do spraw historycznych z tego samego powodu jest nieuprawnioną głupotą teoretyków, którzy nigdy szpiega na oczy nie widzieli, a naczytali się wspomnień i spekulacji. Każda sprawa jest inna i ma swój własny, specyficzny (tym razem w prawdziwym znaczeniu tego słowa) charakter.
    2. Aresztowanie szpiega nie jest porażką kontrwywiadu, jak uznają to niektórzy, a w tym jeden były minister-reformator. Jego pełna kontrola jest często niemożliwa, gdyż może wiązać siły i środki, które nie mogą być koncentrowane w jednym punkcie. Poza tym nie tylko ujawniony szpieg musi być poddany kontroli. Postulujący to uważają, że taka osoba działa samotnie, wygląda jak w filmach z okresu „zimnej wojny” i przebywa w próżni, gdzie nie ma operatorów, pośredników i całej reszty. To też trzeba monitorować. Czasem ujawnienie i aresztowanie jest jedynym cywilizowanym sposobem neutralizacji i przerwania łańcucha. Idiotyzmów typu: „jak już go znamy to go obserwujmy, bo na jego miejsce przyjdą inni” nawet nie będę komentował, gdyż to jest idiotyzm z punktu widzenia operacyjnego, a przede wszystkim prawnego. Dlaczego? Niech „fachowcy” zajrzą do odpowiednich ustaw i rozporządzeń. One są jawne.
    3. Zdecydowałem się na oddzielny punkt, chociaż „B” już mówi trochę o tym. Chodzi o krytykę ABW, która „powinna wszcząć grę z Rosjanami, a nie zamykać szpiega”. Tego jest wyjątkowo dużo. Niektórzy nawet żądają „gry operacyjnej”. Naczytali się i naoglądali. Ciekaw jestem jakie „gry operacyjne” i z kim oni przeprowadzili? Jeśli zdecydowano się na ujawnienie i aresztowanie, to musiały być ku temu powody. Nie każdy nadaje się do takiej gry. Nie zawsze sytuacja taką grę umożliwia. Nie w każdym przypadku taka gra się opłaca. Nie wiemy nic, więc po co od razu krytykować i zasłaniać się fragmentaryczną wiedzą teoretyczną, ponieważ zasad i teorii gier operacyjnych wypowiadający się także nie znają w całości.
    4. Metoda „na Antka” jest nieskuteczna o czym świadczy historia Rosji Stalinowskiej oraz innych krajów ją stosujących.
    5. Jedni już chcą to wykorzystać jako sukces rządowy, co ma im pomóc w wyborach (samorządowych!?) i „przykryć” ostatnie afery. Drudzy uznają to, za „propagandę” mającą „przykryć” ostatnie afery. Każdy chce dołożyć każdemu. Przypominam, że tu chodzi o Polskę, jej bezpieczeństwo i ciężką pracę grupy ludzi. To jest najważniejsze, a nie doraźne interesy przemijających partyjek.
    6. Sprawy nie znamy i gadanie, że sąd znowu „uniewinni szpiega”, bo „ABW nie potrafiło przedstawić dowodów”  jest już szkodliwe dla sprawy. Komu te opinie służą? Przypominam też, że trzeba udowodnić „świadome przekazywanie informacji tajnych obcemu wywiadowi”. Czasem nie można tego udowodnić, lecz sprawa karna pozwala na zatrzymanie działań.
    7. Zdrada jest zdradą, a barwy, dla których się szpieguje, są nieważne, co pokazały ostatnio Niemcy.

    Na koniec raz jeszcze: poczekajmy do pełniejszej informacji, a jeśli nie będzie możliwe jej opublikowanie, dajmy spokój. Tak bywa w tym świecie. Najważniejsze jest, że zneutralizowano konkretne zagrożenie dla kraju. I tego ABW i jej ludziom gratuluję. Wykonali kawał dobrej roboty, bez względu na to, co zrobią z tego politycy i sądy.

    Gra polskiej  reprezentacji w piłkę nożną podobała mi się w meczu z Niemcami i ze Szkocją. Od wielu lat nie widziałem tak zaangażowanych zawodników, grających zespołowo i chcących odnieść sukces. Wczoraj nie „odpuścili” po stratach bramek i zrobili wszystko, co mogli, by wygrać. Zremisowali. Wbrew sugestiom mediów wcale nie czuję niedosytu i mam nadzieję, że to dopiero początek świetnej kadry.

    W poprzednich wpisach kpiłem, bo miałem dość typowo polskiej pompy, nadymania się oraz tworzenia presji i atmosfery, jakby od wygranych meczów zależało rozwiązanie problemów krajowych. Circenses to circenses, a i tak społeczeństwu chodzi o panem. I nic tego nie zmieni. nawet chwilowa duma z wygranej. miałem dość powstałej nagle rzeszy ekspertów od piłki nożnej. Z Niemcami wygraliśmy, ponieważ: a) graliśmy konsekwentnie, zespołowo oraz do końca, i b) Niemcy nie są w najwyższej formie obecnie, co potwierdził mecz z Irlandią, a podkreślanie ich „wspaniałej gry” służy jedynie podbijaniu własnego bębenka, w myśl zasady – im byliście straszniejsi, tym większymi jesteśmy bohaterami. Wkurzyły mnie dwie wdzięczące się żurnalistki trelewizyjne, które nie dość, że znają się doskonale na polityce, ekonomii, bankowości, prowadzeniu wojen, służbach specjalnych, technice, robieniu na drutach, zwalczaniu terroryzmu, lotnictwie, katastrofach, fizyce teoretycznej, medycynie, nauczaniu wczesnoszkolnym i późno-szkolnym, operacjach plastycznych, nagrodach Grammy, Oscarach, gotowaniu oraz wielu innych zajęciach dnia codziennego, to jeszcze potrafią doskonale grać w piłkę nożną, udzielać rad trenerom oraz piłkarzom i wiedzą jak wygrać każdy mecz. Ale to jeszcze nic. Na szczyt absurdu, ignorancji, głupoty i totalnego cynizmu wspięli się niektórzy politycy, którzy zwycięstwo z Niemcami zaczęli przeliczać na głosy wyborcze. Przodowali w tym obecni władcy i ich przystawki. Pewien prominentny poseł Partii Odrodzonej (po raz enty) posunął się nawet do stwierdzenia, że tak wielki sukces możliwy był tylko dzięki „orlikom i rządzącej koalicji”. Program „orlików” powstał około sześć lat temu, a to były zawody seniorów o czym Pan Poseł był łaskaw zapomnieć. Nie tylko z resztą o tym. Piłkarze trenują w prywatnych klubach, nie będących własnością skarbu państwa i władze polityczne oraz administracyjne  nie mają z tym nic wspólnego. Większość zawodników gra poza Polską, a tam nie ma chyba miłościwie nam panującej koalicji. Dobrze przynajmniej, że Pani Premier zachowała zdrowy rozsądek i nie dała wciągnąć się w dyskusje o meczach, czym wyraźnie rozczarowała żurnalistów. Polityka to polityka. Igrzyska, jeśli  chleba dać nie potraficie, zostawcie nam – kibicom. W Rzymie nawet Cezar nie denerwował tłumów zebranych na Forum.

    Napisałem to wściekły i wściekłość tą widać w tekście. Nie ma już nic wolnego od politycznych gierek. Nic świętego. Zabierają nam wszystko i przeżuwają to w wyborczą papkę, a nas traktują jak automaty, zbudowane z mięsa i płynów ustrojowych, które nie myślą, tylko wykonują, bo jak nie…to za bramę.

    Od eboli do jaboli

    Brak komentarzy

    Odetchnąłem z ulgą. Właśnie zostałem poinformowany głosem drżącym aż z przejęcia oraz żalu i tekstem czarnym na jasnym kolorze, zajmującym pół ekranu, iż był to „fałszywy alarm”, gdyż próbki krwi mężczyzny „rzekomo zarażonego” nie wykazały „wirusa eboli”. Nie dodano tylko o promilach. Czekamy na wynik drugiej próbki. Może coś się znajdzie, lecz na pewno promile spadną. Jesteśmy jednak (głos zachwycony) „w pełni całkowicie” przygotowani na wypadek ebola, co udowadnia sprawa faceta pod wpływem jabola i żaden profesorski konsultant nie będzie nic imputował, ani krytykował Ministra, walczącego z kolejkami do lekarzy (tu wirus może pomóc). Mamy helikopter z kapsułą, kilkanaście strojów, procedury, szpital i policję, która może zablokować i zamknąć drogi dojazdowe. Żaden wirus się nie prześlizgnie, a jeśli do systemu włączymy zakład na Kolskiej, to bezpieczeństwo będzie wzorowe. I co teraz panie Konsultancie? Wstyd. Rzeczywistość udowodniła kto miał rację! Dosyć o tym. Wracajmy do piłki nożnej.

    Piłka nożna i wygrana z Niemcami. Kompletna polska fleksja: imienna i koniugacja. Potem jakaś dziwna dyskusja pomiędzy Rabinem i Profesorem na temat budowy pomnika poświęconego uhonorowaniu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Rabin posługiwał się biblią (hebrajską), a Profesor twierdził, że nie ten czas i nie to miejsce, bo Polacy nie lubią Sprawiedliwych i muszą zrozumieć własną historię (ba! też bym chciał!). Ja nic z tego nie zrozumiałem. W dodatku Rabin bronił Polaków. Na szczęście trelewizyjny żurnalista szybko przeszedł do matek publicznie karmiących dzieci piersią, co budzi zgorszenie niektórych przechodniów oraz części galerii handlowych. Korpulentny Jaśniepan twierdził, że dzieci karmić trzeba, a jak ktoś zabrania, to można wezwać policję i oskarżyć owego ktosia o ograniczanie wolności osobistej. Wtórowała mu Pani Działaczka jakiegoś stowarzyszenia, z której słów wynikało, że matki piersiami swymi karmić będą dzieci gdzie im przyjdzie ochota. Ujrzałem już wizję matki karmiącej piersią niemowlę w nagrzanym autobusie w godzinach szczytu i już zrobiło mi się wyjątkowo rodzinnie, gdy znowu zmieniono temat,wracając do problemu pomnika. Tym razem chodziło o pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej (chyba winienem napisać to tak: Pomnik Ofiar Katastrofy/Zamachu (skreślić zgodnie z preferencjami) Podczas Tragicznego Lotu We Mgle  Do Smoleńska. Dyskusja była bardzo ożywiona. Coś ma stanąć w 2015 roku i w następnym pokoleniu. Na koniec znów pozachwycano się nad naszą reprezentacją.

    Tak byłem zasłuchany w powyższe nurtujące nas strasznie problemy dnia codziennego, że ledwo spostrzegłem kolorowy pasek. A tam informacja, że do szpitala w Łodzi (mieście, jak mówią niektórzy) przywieziono Polaka z podejrzeniem o zarażenie się wirusem ebola. Polak wrócił z Niemiec (znowu ten kraj), gdzie kontaktował się z obywatelami Gwinei. Helikopter miał kapsułę, a szpital był przygotowany i podjął akcję poprzez zamknięcie. Nikt nie uciekł. Widzicie jaki zbieg okoliczności. Przed weekendem awantura, a po weekendzie dowód. I jak teraz wygląda Pan Konsultant Krajowy? Pewnie nigdy nie był w Łodzi! Tam zawsze są przygotowani na wszystko, nawet jeśli przebywają w Warszawie. Wiadomo – ziemia obiecana. Na szczęście kolorowy pasek zmienił się w kolejny zachwyt nad naszą kadrą.  Myśleć trzeba pozytywnie. Ze Szkocją też wygramy (poważnie!!!!!).

    Leczenie kompleksów

    Brak komentarzy

    Wygrana z Niemcami – rzecz bezcenna. Szkoda, że wygrywamy z nimi wyłącznie na boisku. Niektórzy porównują sobotni mecz do Bitwy pod Grunwaldem. Mam nadzieję, iż nasi piłkarze nie postąpią podobnie do Jagiełły i nie odpuszczą. czeka nas jeszcze kilka meczy równie ważnych. W tym rewanże. Jeszcze nie jesteśmy najlepszą drużyną świata.

    Przez 90 minut reprezentanci pamiętali, że piłka nożna to gra zespołowa i tylko jako drużyna można odnieść sukces. Ufam, iż pamięć mają dobrą. Przynajmniej do wtorkowego wieczoru.

    Mam też nadzieję, że nie dadzą się wmanewrować w gry polityczne, co od soboty obserwuję w różnych telewizjach „zachwyty” jaśniepaństwa.. Piłka nożna to uczciwa gra. Nie tylko teoretycznie.

    Gliną po uszach

    11 komentarzy

    Wśród wielu opowieści Józefa Szwejka jest historia o pewnym żołnierzu z Budziejowic, „poczciwym idiocie”, który znalazł 600 koron i wbrew radom kolegów zaniósł je na policję. Gazety pisały o nim jako o „uczciwym znalazcy”, więc „wstydu się najadł”. Koledzy przestali z nim rozmawiać, dziewczyna go rzuciła, a gdy pojechał do domu na przepustkę wyrzucili go z knajpy. „Zaczął schnąć”, bo sobie to wszystko „nadmiernie brał do serca” i w końcu rzucił się pod pociąg. Jest tam też jeszcze jedna historia na ten temat . Chyba właściwsza, gdyż drugi znalazca kieruje się zupełnie innymi motywami. Mnie jednak zawsze bardziej  podobała się ta, a przypomniałem ją sobie, katalogując kolejną kartę, jaką zapisały w księdze historii mojego fikcyjnego kraju jego Specyficzne Instytuanty oraz pozostałe Uniformanty. Noblesse oblige. Rola Indepedense Paense Navus, choćby w jednej osobie, poświęceń wymaga.

    Otóż, dotarło do mnie zaściśletajnione rozporządzenie ustne dotyczące postępowania z plagą donosicieli, szerzącą się wśród mego fikcyjnego ludu. Jest to tak zaściśletajniony dokument oralny, iż tylko Specyfikanci Wsobni i Odsiebni go znają, a inne Uniformanty nie, chociaż się domyślają, a mimo to ryzykancko się bawią. Chyba chcą ugrać cosik. W myśl owego edictum oralis „każdy robol lub prawie robol, któremu wydaje się, że coś wie i pójdzie zanudzać tym Specyfikantów, albo – nie daj Boże – Uniformantów, powinien być potraktowany psychiatrą, a jak to nie pomoże to drutem, po czym, jeśli dalej nie zrozumie, to paragrafem. Zawsze jakiś się znajdzie. Taki osobnik to wyjątkowo groźna obrzydliwość, bo:

    a)      Donosić to bardzo brzydko. Szczególnie na bliźniego. Naszego bliźniego.

    b)      Taki obrzydliwiec donoszący może być sprytniejszy od Przędziorków i Zuków (nie mówiąc wyżej) i chcieć mataczyć sprytnie, by wrobić nas w jakąś hecę. Już tak było i my się nabrali, uwierzyli my jemu, a Prawostronny był, roboli wysłali, chociaż się opierali, a Prawostronniki robolów tych na fotki i do katalogu. To my roboli naganą, bo się odściśletajnili. Poza tym kogo mamy naganić? Siebie? Co prawda robole przedtem pisali, że to podpucha, ale co oni tam wiedzą. Naganili my ich też, bo zdanie nasze gienialne kwestionują. I wszystkich kwestionantów i kwestionantki naganimy i pogonimy. Niech se nie myślom.

    c)       Osobnik taki, persona abominabillia (ale my mondre), gada, co chce i o kim chce, a my chcemy słuchać tylko o tym, co już wiemy, albo co wymyśliliśmy, a ten nie chce potwierdzić i udowodnić, bo wydaje mu się, że coś wie, więc jest upierdliwy.  Osobniki, które lubimy mają czekać na nas, mówić co chcemy, a najlepiej to, co mu powiemy, potwierdzać, że jest dobrze, bo Zarządcy są światli, a Antyzarządcy tylko czyhają, by penetracją defloracyjną napaść nas od tyłu.

    d)      Nawet trelewizja w wywiadzie z Jednym uważa, że gadanie ze Specyfikantami własnego fikcyjnego kraju jest wstrętne, nie to, co gadanie z sojuszniczymi Specyfikantami. Kiedyś i obecnie. Niech se idzie do sojuszników. Oni nas poinformują, a my im wierzymy. Jak nie poinformują to lepiej. Niech się sami męczą.”

    To dopiero początek. Będzie więcej, gdyż żaden samoistnie donoszący obrzydliwiec nie będzie narażał mojego fikcyjnego kraju i jego Instytuantów na pospieszne oraz ukradkowe spożywanie posiłków w barach drogiej obsługi. Nie każdemu uda się ewakuować tak szybko.

    Uwaga: To była wersja pierwsza. Taka do śmiechu, bo – jak twierdził kabaret „Dudek” – wszyscy lubią się pośmiać. Wersja druga jest trochę mniej zabawna.

    To jest najciekawsza awantura ostatnich miesięcy. Zobaczcie: http://www.tvn24.pl/krajowy-konsultant-ds-chorob-zakaznych-lekarze-uciekna-przed-chorym-na-ebole,476527,s.html, a potem dokładnie przeanalizujcie treść.

    To cud! Lekarz jednoczy rząd i opozycję. Lewicę z prawicą. Wszyscy bronią lekarzy, bez względu na to, jaka deklaracja przyświeca im w pracy.

    Ciekaw jestem kto będzie następnym konsultantem krajowym i kiedy.